<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Fanklub Mordimera Madderdina</title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl</link>
<description> Fanklub Mordimera Madderdina</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title></title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=162#p162</link>
<guid isPermaLink="false">162@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Początki twórczości (rok 2009 lub 2010) ;)<br /><br /><br />Wszystko ma swój czas&#8230;<br /><br /><br /><br /><br />&nbsp; &nbsp; Pokoik był ciemny. Na stole paliła się tylko jedna świeca. Wiedziałem, że oprócz mojego rozmówcy są tu jeszcze dwie osoby. Nic mi jednak z ich strony nie groziło. Byli członkami Bractwa.<br />- Zdajesz sobie sprawę, że właśnie podpisałeś na siebie wyrok śmierci? - pytanie zabrzmiało dość szczerze. Odwdzięczyłem się tym samym.<br />- Wiedziałem o tym już w dniu, w którym podjąłem się tego zadania.<br />- W takim razie bardzo Ci współczuje&#8230;<br /><br />***<br /><br />&nbsp; &nbsp; Dusiłem się od zapachu jej perfum. Ciężka woń docierała do najdalszych zakamarków mojego nosa. Pożądałem jej aksamitnej skóry jak nigdy dotąd. Chciałem się nią nacieszyć, bowiem mogłem już tu nigdy nie wrócić. <br />&nbsp; &nbsp; Coś mnie zaniepokoiło. Jakiś cichy szmer przy drzwiach.<br />- Kurwa, znaleźli mnie nawet tutaj. Ani chwili wytchnienia przy kochanej kobiecie&#8230;<br />Niechętnie wstałem od mojego kruczowłosego Anioła. Na jej pięknej twarzy zagościła niepewność.<br />- Czyżbyś zamierzał już mnie opuścić?<br />- Wiesz doskonale jak ciężko przychodzą mi rozstania z tobą, moja Justyno.- szepnąłem jej wprost do kształtnego uszka. &#8211; Ale teraz muszę cos sprawdzić. Cii&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Ze stołu wziąłem swój miecz. Ostrożnie podszedłem do drzwi. Napastnik też już tam był. Widziałem go przez prześwit. Niewiele myśląc pchnąłem je i zamachnąłem się moim orężem. Jednak coś powstrzymało mnie od zadania ciosu. Gdy uważniej przyjrzałem się postaci rozpoznałem w niej jednego ze służących Bractwa.<br />- Miałeś wykonać zadanie, a nie gździć się tu z tą panną. Poza tym miej baczenie na kogo podnosisz miecz.<br />- Przystawiłem ostrze do jego szyi i lekko uniosłem podbródek. W jego oczach zagościło coś na kształt strachu i zdziwienia.<br />- A ty uważaj w jaki sposób mówisz o mojej kobiecie.<br />- Wiesz dobrze, że na wykonanie tego zadania masz mało czasu. Bractwu zależy na jak najszybszym załatwieniu problemu&#8230;<br />- Wiem o tym doskonale, ale musiałem się trochę odstresować. - Spojrzałem znacząco na Justynę. Czułem pewną pustkę na myśl, że muszę ją już opuścić. - Macie pewność, że jest na zamku?<br />- Wiemy tylko tyle&#8230;<br />- Zatem zajrzę do Grzybka i jutro wyruszamy.<br />&nbsp; &nbsp; Musiałem opuścić mój skarb i udać się do przyjaciela. Jak dobrze, że miał wstęp na królewskie salony!<br /><br />***<br /><br />- Grzybek, czemu to życie jest takie popierdolone?<br />- Bo żądzą nim popierdolone zasady. Choć tatko zawsze powtarzał, że w życiu potrzebne są zasady.<br />- Fakt. Dziwne, że twój tatuś nie został nigdy filozofem.<br />- Też się nad tym kiedyś zastanawiałem. I jakoś nigdy nie znalazłem odpowiedzi.<br />&nbsp; &nbsp; Siedzieliśmy przy stole już ponad trzy godziny, razem z nieodłączną towarzyszką, butelką grzybkowego samogonu. Mój towarzysz odczuwał już wpływy pożycia z jej zawartością. Bo prawda jest taka, że gorzałkę lejesz cały czas w mordę, ale ona i tak w ostatecznym rozrachunku sprawi, że zaznajomisz się bliżej z podłogą. Ja natomiast miałem dość przykrą <br />i nieprzyjemną przypadłość-bardzo ciężko się upijałem.<br />- Czekaj, cos wspominałeś o nowym zadaniu od Bractwa&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Tajemnic Bractwa Archanielskiego wyjawiać postronnym nie wolno. Jednak Grzybek był prawie jego członkiem ze względu na naszą długą znajomość i wiążącą się z nią przyjaźnią. Dlatego wiedziałem, że mogę podzielić się z nim swoim brzemieniem.<br />- Powiem ci tyle ile wiem sam. Mam ubić Malaslosa.<br />- Mala&#8230;Zaraz! Przecież to jest jeden z głównych demonów! Jeden z najbliższych szatana! Nawet nikt nie wie jak ten skurwysyn wygląda&#8230;- jego wiedza była niezrównana. To, oprócz dyskrecji, było jedną z jego największych zalet.<br />- I o to właśnie Grzybku chodzi, właśnie o to&#8230;Radzę ci również tak się nie ekscytować&#8230;Podobno przybył do naszego świata i ukrywa się na królewskim dworze&#8230;<br />- O w mordę&#8230;Widzę, że spieszno ci do spotkania z Kostuchą. Bractwo cię nie oszczędza&#8230;<br />- Bo niby nie mają nikogo lepszego&#8230;A co do Kostuchy&#8230;Szczerze to mi się do niej aż tak nie śpieszy. Choć to moja matka chrzestna. Poza tym już gdzieś słyszałem takie zapewnienia&#8230;<br />- Tak, a krasnoludki szczają do mleka żeby kwaśniało.- Nie on pierwszy i nie ostatni nie chciał w to uwierzyć. No ale cóż, może to lepiej dla niego? <br />- Muszę ci cos powiedzieć&#8230;Miałem ostatnio sen&#8230;Był w nim pies&#8230;ale nie taki zwykły kundel&#8230;wyglądał jak kłębowisko sierści&#8230;Ale najgorsze były jego oczy&#8230;Oczy miał jak <br />u szatana&#8230;Ciekawe czy to coś znaczy&#8230;potem przybrał on dziwną postać&#8230;Nie widziałem jej dokładnie&#8230;Była skryta za jakąś mgłą&#8230;<br />- Ciekawe&#8230;Twoje sny zawsze niosą jakieś przesłanie&#8230;No może nie zawsze&#8230;Pamiętaj, że udajemy się jutro na dwór królewski! <br />- To po co teraz pijemy tyle tego samogonu, kiedy jutro, mój kochany Grzybku, będziemy mogli uszczknąć trochę królewskich zapasów wina?<br />- A wiesz, że to nie głupi pomysł?<br />&nbsp; &nbsp; No i oczywiście rozprawię się z Malaslosem. Jeśli go tam znajdę&#8230;<br /> <br />***<br /><br />&nbsp; &nbsp; Nie lubiłem zamkowych przyjęć. Za to Grzybek czuł się na nich jak w swoim żywiole. Zamieniał się wtedy w duszę towarzystwa. Czasem myślałem, że mógłby bawić się przez całe życie. Stałem za filarem w kącie sali z założonymi rękoma. Stąd miałem doskonały widok na wszystkich gości. Liczyłem, że demon objawi się w jakiś sposób. Wtem podszedł Grzybek <br />z wielkim uśmiechem na ustach.<br />- Spójrz kto do nas idzie.<br />&nbsp; &nbsp; Skierowałem swój wzrok w stronę, w która spoglądał. Szła ku nam księżniczka Ewa, jedyna i ukochana córka króla Cytlandi, Enifa. Obok niej dostrzegłem coś, co przypominało zwierze. Poruszało się na czterech, krótkich nóżkach i miało mały, zarośnięty pyszczek.<br />- Witam Jaśnie Panią! Witam piękną dziedziczkę naszego wspaniałego królestwa! Ach, cóż to za wycieraczka!<br />- No wie Pan!? Przecież to mój ukochany piesek! Dostałam go od tatki na siedemnaste urodziny! Specjalnie dla mnie sprowadził go dla mnie z bardzo daleka!<br />- Ale to wycieraczka&#8230;!<br />&nbsp; &nbsp; Coś zaniepokoiło mnie w wyglądzie tego psiaka. I nie była to ilość kłaków, które dźwigał na swoim grzbiecie. Był łudząco podobny do&#8230;<br />- Wiesz, co przypomina mi ta kreatura? Psa z mojego snu.<br />- Z jakiego&#8230;Aaa&#8230;Tego, o którym mówiłeś mi wczoraj&#8230;<br />- Owszem.<br />- O jakim śnie mowa? - Zainteresowała się księżniczka. Widocznie moja kąśliwa uwaga poszła w zapomnienie. <br />&nbsp; &nbsp; Ale nie było jej dane zaspokoić swoją ciekawość. Dołączył do nas bowiem pewien arystokrata. Dało się to poznać po jego chodzie i sposobie mówienia.<br />- Witam szlachetnych mężów! I ciebie, Pani&#8230;<br />- Jacy my tam mężowie. Obaj jeszcze jesteśmy kawalerami. I nie gustujemy w mężczyznach.<br />- Zamilcz Grzybek! - Od jego słownej zaczepki bardziej zaciekawiło mnie to, iż najpierw przywitał się z nami, a nie, jak nakazuje prawo, ze szlachetnie urodzoną damą.<br />- Proszę wybaczyć, iż ośmielam się przeszkadzać, lecz wyglądacie na bardzo inteligentnych <br />i ciekawych ludzi. Jestem baron Trafa.<br />- A to jest Grzybek, mój wierny towarzysz i przyjaciel, szerzej znany jako samozwańczy mistrz miecza królestwa Cytlandii.<br />- Nie taki znów samozwańczy&#8230;<br />- Ja zaś jestem Marek, mistrz cechu katowskiego. - Byłem zmuszony ostudzić nieco zapędy Grzybka, a i kłamstewko, którym poczęstowałem nieproszonego gościa miało swój cel. <br />I chyba go osiągnąłem.<br />- Ach&#8230;Zawsze ciekawiło mnie jak to jest być katem. Och, księżniczko! Jaki piękny piesek. Czy mógłbym przyjrzeć mu się bliżej w ustronniejszym miejscu? - No proszę, miłośnik psów się znalazł. <br />- Ależ oczywiście&#8230;<br />- Zatem żegnam Panowie. Do zobaczenia!<br />- Raczej do widzenia.- Rzuciłem z przekąsem.- Lepiej dla Pana baronie, abyśmy się już nie spotkali. Szkoda by było pozbawiać nasz kraj takiego człowieka. <br />&nbsp; &nbsp; Wiedziałem, że to zrobi na nim wrażenie. Nie pomyliłem się&#8230;Oddalił się razem <br />z księżniczką do którejś z postronnych komnat, natomiast my zostaliśmy w tym samym miejscu. Powróciłem do obserwacji Sali. Wtem wszyscy posłyszeliśmy krzyk. Pobiegliśmy <br />w stronę komnat. Niemal od początku wiedziałem do kogo należy ten głos. Do małej komnatki wpadłem niemal równo z Grzybkiem. To, co ujrzeliśmy zmroziło nam krew w żyłach.<br /><br />***<br /><br />Ciała właściwie nie było. Były tylko ściany całe we krwi, a na środku pomieszczenia cos, co kiedyś znane było pod mianem barona Trafa.<br />- Wyszłam tylko na chwilkę, a gdy wróciłam&#8230;To straszne&#8230;- Księżniczka była w szoku.<br />&nbsp; &nbsp; Zdałem sobie sprawę, że nie powinno jej tu być. No ale cóż. Nie moje rybki, nie mój staw. Będzie miała traumę do końca swych dni. <br />&nbsp; &nbsp; Choć nie przyszło mi to łatwo, musiałem użyć swego daru, aby odtworzyć choć po części to, co tu się stało. Podszedłem do jednej ze ścian. Koniuszek palca umoczyłem w posoce zdobiącej od teraz kamienie które ją tworzyły. Posmakowałem językiem. Niemal od razu <br />z moim ciałem zaczęło dziać się coś, czego wręcz nienawidzę. Wiedziałem, że moje oczy upodobniły się do oczu węża, a w ustach wyrosły mi kły, jak u wąpierza. Dobrze, że miałem na sobie obszerny ubiór, przynajmniej postronni nie dojrzą moich czarnych, archanielskich skrzydeł. Wizja przyszła jak zwykle nagle. Poczułem wzburzenie, potem strach&#8230;Nie, to nie był strach. To było przerażenie graniczące z obłędem. Potem, jakby przez mgłę dojrzałem jakąś postać. Nie byłem do końca pewien, kogo mi przypomina, a i wizja zdążyła wygasnąć. Musiałem być blady jak wapno. Na szczęście ciało zdążyło powrócić do swej ludzkiej formy.<br />Choć byłem bardzo śpiący, myśl, która do mnie dotarła poraziła mnie jak piorun.<br />- Co ci się stało? Bardzo pobladłeś&#8230;<br />- Tu stała się wielka tragedia&#8230;Wiele tu strachu i zła&#8230;Grzybek, gdzie jest ten pies&#8230;<br />- O czym ty&#8230;Rzeczywiście&#8230;psa ani śladu!<br />&nbsp; &nbsp; Dość szybko powróciłem do sił. Już wiedziałem gdzie ukrywa się demon, którego miałem zgładzić.<br />- Ten pies&#8230;To był właśnie Malaslos&#8230;Poznałem go&#8230;Był w moim śnie i w wizji&#8230;Muszę <br />z nim walczyć&#8230;<br />- Kiedy ty nawet nie wiesz, gdzie on teraz jest&#8230;<br />- Chyba się domyślam&#8230;<br /><br />***<br /><br />&nbsp; &nbsp; Zszedłem sam do zamkowych lochów. Byłem pewien, że ON tu jest. Nie pomyliłem się&#8230;Już na mnie czekał. W psiej postaci.<br />- A więc jesteś. Czekałem tu na ciebie&#8230;Twoje Bractwo postanowiło wysłać swojego najlepszego skrzydlaczka.<br />&nbsp; &nbsp; Poczułem się dziwnie. Gadał do mnie pies, który wyglądem nie przestraszyłby nawet dziecka. A jednak wiedziałem, że to jeden z najpotężniejszych demonów.<br />- Pokaż swoją prawdziwą postać!<br />- Chętnie.<br />&nbsp; &nbsp; Później żałowałem swej decyzji. Czemu nie załatwiłem go od razu, gdy przypominał wycieraczkę na czterech nóżkach? Teraz stał przede mną dwuipółmetrowy bezmała kolos <br />z siłą godną pięciu tęgich chłopa.<br />- Nie dziwie się że nikt nie wie jak wyglądasz Malaslosie. Też bym nikomu nie opowiadał <br />o takim brzydalu.<br />&nbsp; &nbsp; Niemal od razu zacząłem przeklinać niewyparzony jęzor. Mój brzuch przyjął cios, po którym odbiłem się od przeciw ległej ściany lochu jak worek. Chociaż może w tym szaleństwie jest metoda? Nie przekalkulowałem tylko jednej możliwości.<br />- Tylko na tyle cię stać? Nie żartuj sobie ze mnie.<br />- Zaraz zobaczymy na ile stać ciebie człeczyno&#8230;czy może Archaniele Śmierci&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Za późno zauważyłem na ziemi runiczne znaki. Na ucieczkę było za późno&#8230;<br />- Zaklinam cię Archaniele, ukaż przede mną swą prawdziwą postać!<br />&nbsp; &nbsp; Runy rozbłysły. Zakręciło mi się w głowie.<br />- Zaklinam cię&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Nie mogę ukazać demonowi prawdziwej postaci&#8230;Nie mogę&#8230;A jeśli trafi tu ktoś przez przypadek?<br />- Zaklinam&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Klęcząc na kolanach walczyłem ze swoim organizmem. Z wszystkich otworów ciała sączyła się krew. Powstrzymywałem całą siłą woli przemianę, jednak ciało się buntowało. Żaden Archanioł nie może pozostać głuchy na starożytne magiczne obrzędy&#8230;W końcu przemiana zaszła. Czarne skrzydła zatrzepotały złowrogo. W sumie demon również popełnił błąd. Teraz byłem silniejszy.<br />&nbsp; &nbsp; Wyciągnąłem z pochwy miecz ze złotą głownią. Malaslosa chyba zrozumiał swój błąd. Jego oczy stały się czerwone niczym najgłębsze ognie piekielne. Gdy tylko ostrze przebiło potwora ogarnęło mnie gorąco i ciemność. Zdawałem sobie sprawę, że tym atakiem pozbawiam go ziemskiej egzystencji, ale ja również zapadam się powoli <br />w przepaść&#8230;Zdążyłem jeszcze tylko pomyśleć, że wszystko ma swój czas. Potem była tylko ciemność&#8230;<br /><br />***<br /><br />&nbsp; &nbsp; Czy ja umarłem? Gdzie jesteś Kostucho? Czyżby wypełniło się moje przeznaczenie?<br /><br />***<br /><br />&nbsp; &nbsp; Ocknąłem się z wielkim trudem. Obok łóżka siedziała Justyna z zatroskaną miną. Widać było, ze nie spała od kilku dni. Próbowałem sobie przypomnieć co się właściwie stało. Mój Anioł musiał domyśleć się o czym myślę.<br />- Pięć dni temu przyniósł cię tu Grzybek. Nie chciał, aby leczono cię na zamku. Wiedział, że u mnie będzie ci najlepiej.<br />&nbsp; &nbsp; A więc minęło już pięć dni. Musiałem nieźle oberwać podczas walki. Swoją drogą mój kompan wiele się nie pomylił. Rzeczywiście, wszędzie dobrze, ale u mojego Aniołka najlepiej.<br />- Czy mówił coś? I gdzie u licha jest?<br />- Powiedział tylko, że jednak udało ci się ubić tego kudłatego sierściucha. A teraz pewnie siedzi w karczmie, czekając, aż się przebudzisz. Siedzę przy tobie odkąd cię przyniósł, więc pewnie przegrał już niejedną nierówną walkę z gorzałką&#8230; <br />&nbsp; &nbsp; Trzeba przyznać, że prawdziwy z niego przyjaciel. No a co do mnie? Ze mną mieszkańcy Cytlandii będą musieli się jeszcze trochę pomęczyć. Widać Ciocia Kostuch nie chce mnie jeszcze u siebie widzieć&#8230;]]></description>
<pubDate>Niedziela 30 Czerwiec</pubDate>
<comments>Niedziela 30 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Moje opowiadanie p.t. &#34;Rewolucja Niebieska&#34;</title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=161#p161</link>
<guid isPermaLink="false">161@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Dobra, dodaje część drugą, ale ostrzegam, jest jeszcze przed ostateczną redakcją ;)<br /><br />Perspektywa zmiany Panującego Nad Wszystkim Co Jest Stworzone w sposób przedstawiony przez Gabriela napawała mnie wieloma obawami. Zanim ją przetrawiłem i przyjąłem do wiadomości, upłynęło kilka ładnych dni. Dowódca Służby Archanielskiej nie naciskał na mnie w tym czasie, abym swoją decyzję ogłosił od razu&#8230; Nie oczekiwał również oczywiście, że w ramach niespodziewanej amnestii co do mojej osoby rzucę mu się do kolan i zacznę dziękować za ten niespodziewany akt łaski z jego strony. Po wychyleniu ze mną paru głębszych (A co, niech wie, że jestem gościnny i nawet wroga umiem ugościć!) stwierdził, iż musi ruszać w dalszą drogę. Wiedziałem jaki jest jego cel&#8230; Zebrać wokół siebie wystarczającą liczbę podobnych do mnie akolitów. Tylko jedno mnie w tym wszystkim zastanawiało&#8230; W jaki sposób zbierze ich wystarczającą ilość&#8230; Bo że podobne do niego oszołomy znajdą się wśród Skrzydlatych, nie miałem wątpliwości&#8230; W końcu wyjechał po niemałej libacji, która sobie urządziliśmy i odsapnięciu po niej (No ale żeby mieć tak słaby łeb? Kto by pomyślał&#8230;).<br />&nbsp; &nbsp; Ja natomiast zostałem sam i biłem się z myślami&#8230; Poprzeć czy nie poprzeć&#8230; Oczywiście,że&nbsp; nie poprzeć&#8230; Tylko jak mu to zakomunikować? Przecież wtedy ta cała jego udawana sympatia co do mnie skończy się szybciej niż się rozpoczęła&#8230; No, ale jest jeszcze Śmierć&#8230; Mamusia Chrzestna&#8230;<br />O ironio&#8230; Ta to dopiero jest przeciwna jakimkolwiek zmianom Na Górze&#8230; Od niej najbardziej by mi się oberwało w razie poparcia spisku&#8230; <br />&nbsp; &nbsp; Na takich bezproduktywnych rozmyślaniach minęły mi kolejne dwa bezpowrotnie stracone dni&#8230; Trzeciego dnia (skąd ja to znam?) doszły mnie słuchy, że nieopodal stanęła dość liczna armia jednego z lokalnych baronów czy hrabiów&#8230; Zresztą to jest mało ważne&#8230; Bo w tych stronach każdy z&nbsp; nich&nbsp; szarogęsił się na swojej ziemi niczym książe, a nie jeden niczym król czy cesarz.&nbsp; Mnie zainteresowała owa armia&#8230; Wojna w powietrzu, więc i pole do popisu dla mnie również&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Ach, w końcu mam powód, żeby ruszyć dupę trochę dalej niż do pobliskiego burdelu&#8230; Przez te kilka dni mojego pobytu tutaj postanowiłem trochę pozwiedzać&#8230; A że zamtuz ten był niezbyt daleko oberży, był w miarę tani (z czego oczywiście cieszyła się moja kieszeń), no i oczywiście posiadał w miarę ładne pracownice jak na tak zapadłą dziurę, to pokorzystałem sobie z raz albo i dwa z uroków tegoż miejsca&#8230; Nie żebym przepadał za płatną miłością&#8230; Nosz do kurwy nędzy, za takie rzeczy nie powinno się płacić&#8230; Ale na tym biednym świecie jest z reguły tak, iż ilość prawdziwej miłości jest odwrotnie proporcjonalna do ilości przybytków płatnej rozkoszy&#8230; Taaak&#8230; wiem coś o tym&#8230; Nie raz i nie dwa zostałem odtrącony&#8230; Ale to już inna historia&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Szedłem&nbsp; sobie spokojnie główną ulicą (a raczej tym, co miało ją nieudolnie imitować&#8230; Ach to moje czepialstwo co do szczegółów&#8230;), gdy wtem świat zgasł mi w mgnieniu oka&#8230; Nie wiem jakim cudem&#8230; Ale za to jak się ocknąłem, to już wiem dokładnie&#8230; Kubeł lodowatej wody na łeb, to niezbyt miłe uczucie&#8230; A ja czymś w tym stylu zostałem uraczony&#8230; I tak jak wcześniej świat zgasł mi od razu, tak potem rozpalał się bardzo powoli&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Było jednak coś, co pobudziło moje zmysły w kilka chwil po oblaniu mnie wodą&#8230;Taa&#8230; To na pewno był widok czterech postawnych mięśniaków. Oprócz mięśni zdradzały ich oczywiście miny. To takie typowe dla takich, co to w życiu tylko mieczem machają, a myślenie zostawiają innym&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Poderwałem się na równe nogi. Nie był to najlepszy z pomysłów. Niemal od razu świat zawirował niczym na wiejskiej potańcówce&#8230;Tylko szkoda, że w tym momencie okoliczności były zgoła odmienne&#8230; Gdy trochę ochłonąłem ( i zorientowałem się, czemu mój pomysł był niemal idiotyczny, bowiem nie znalazłem wokół siebie niczego, co choć trochę mogłoby mi pomóc w razie ataku osiłków), na czterech gębach zagościł paskudny uśmieszek&#8230; Upodobniło to ich do wściekłych Żmijów Lodu&#8230; Nie dość, że Matula Chrzestna hodowała te kościane cudaki w swojej siedzibie, to jeszcze musiałem się z nimi codziennie użerać&#8230; A do najprzyjemniejszych zadań to nie należało&#8230; <br />&nbsp; &nbsp; No ale musiałem odłożyć na później swoje dywagacje, bowiem największy z moich niedoszłych oprawców ( taką miałem nadzieję, bo jeśli chcieli mnie zabić, mieli po temu już kilka lepszych okazji&#8230;) wyszedł do sąsiedniego pomieszczenia&#8230; Dopiero teraz zorientowałem się, że prawdopodobnie nawet nie zostałem wywieziony z miejsca gdzie do tej pory siedziałem na swoim dupsku. Po układzie pomieszczeń i widoku za oknem ( na kości wszystkich magów! W tym pomieszczeniu jest okno!) zorientowałem się, że z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę określić miejsce swego pobytu jako chatkę umiejscowioną w jednej z bocznych uliczek&#8230; A co mnie w tym przekonaniu utrwaliło? Odór nieczystości, które to szanowni mieszkańcy tejże uliczki z lubością wylewali na bruk&#8230; Kurwa, to nie dla mnie&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Wtem poczułem silny odór siarki, a cały pokój stanął w płomieniach&#8230; Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, widziałem już wcześniej tego typu sztuczki. A gdy na środku pomieszczenia ukazał się rogaty człowieczek z kopytami zamiast stóp wiedziałem już z kim mam do czynienia&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; - Kurwa, Lucek. Wiesz doskonale, że te twoje sztuczki nie robią na mnie wrażenia&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Ledwo wypowiedziałem ostatnie słowa, wszystko wokół wróciło do normy, a na środku pokoju swój piękny, czarny kaftan poprawiał przystojny ( oczywiście nie mnie to oceniać, no ale na pewno mógł się on podobać niewiastom) mężczyzna. Gdy zwrócił ku mnie swe oblicze, wykrzywiło się ono w pełnym i wielkim uśmiechu.<br />&nbsp; &nbsp; - Witaj Czarny! Ile to już czasu minęło od naszego ostatniego spotkania?<br />&nbsp; &nbsp; - Myślę, iż to pytanie jest zbędne. Widoczne minęło go już wystarczająco i los sprawił, że musimy znów oglądać swoje podłe gęby&#8230; A tak poza tym co to za przywitanie? Kurwa, skąd ty wziąłeś takich grabów?<br />&nbsp; &nbsp; - Oj wybacz mi te niedogodności przyjacielu&#8230; A moi towarzysze, których miałeś okazję poznać&#8230; No cóż, piekło pełne jest takich wybrańców.<br />&nbsp; &nbsp; No cóż&#8230; Mnie jako Skrzydlatemu ciężko jest przyznawać się do wielkiej i szczerej przyjaźni z Księciem Piekieł, Lucyferem, jednak tam skąd pochodzi, jest o wiele więcej gorszych mend&#8230; Poza tym bliżej mi mentalnie do Pierwszego Ze Strąconych niż do tych wypielęgnowanych modnisiów z Góry&#8230; No i dlatego tejże przyjaźni się nie wstydzę.<br />&nbsp; &nbsp; - Proszę jeszcze raz o wybaczenie wszelkich niedogodności, ale niestety zmusiły mnie do tego okoliczności. Słyszałem, że odwiedził cię nasz wspólny znajomy.<br />&nbsp; &nbsp; - Lucek, skąd ty do stu diabłów wiesz z kim ja się tu spotykam?<br />&nbsp; &nbsp; - Myślę, że nierozważne jest z twojej strony wzywanie tu mojego wątpliwej reputacji rodzeństwa i wujostwa, nie wspominając już o szefie wszystkich szefów.- Mówiąc to wskazywał palcem w dół, a jego twarz rozjaśnił szczery uśmiech.<br />&nbsp; &nbsp; - No cóż, trochę denerwują mnie te twoje podchody&#8230; Powiesz wreszcie o co ci chodzi?<br />&nbsp; &nbsp; - W mojej pracy muszę się posługiwać różnymi metodami&#8230; Czasem wystarczy zwykła rozmowa, niekiedy drobna sugestia czy podpowiedź, w skrajnych przypadkach niestety konieczna jest przemoc&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; - Ty, Niosący Światło, czy jak ci tam!- O kurwa, jak on nie lubił tego imienia. Tych, którzy go używali skazywał bez zastanowienia na najgorsze piekielne męki. Bałem się, że pomimo naszej przyjaźni, spotka mnie podobny los, co kilku innych nieszczęśników&#8230; Na szczęście był chyba w doskonałym humorze, gdyż nawet nie zdradził się z tym czy go to uraziło.- Wybacz, że przerwę ci twój niezwykle ciekawy i pouczający wykład na temat twojej pracy, jednakowoż co on ma wspólnego z Gabrielem?<br />&nbsp; &nbsp; - Nawet nie wiesz jak bardzo dużo&#8230; Otóż Gabriel zastosował wobec ciebie pierwszą z wymienionych przeze mnie metod kuszenia i przekonywania do złego. Z tym zastrzeżeniem jednak, iż ten pajac nie ma możliwości sprawdzenia, jak te jego podchody względem ciebie wypadły&#8230; A ja taką możliwość posiadam. Cichaj!- Już chciałem się wtrącić jakim cudem się tego wszystkiego dowiedział, on jednak mnie natychmiast uciszył.- No cóż, nie będę czarował, bo magiem jestem raczej chujowym&#8230; Po prostu sprawny wywiad mój drogi&#8230; Jak sądzisz, dzięki czemu osiągnęliśmy taką przewagę nad wami, tam z góry? Musiałem się w tym przypadku posunąć do szpiegowania i podsłuchiwania twoich myśli&#8230; Oczywiście tylko tych, które dotyczyły Gabrie&#8230; <br />&nbsp; &nbsp; - Ty kurwi synu! Jak śmiesz&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; - Czarny, nie przeginaj&#8230; wiele umiem zrozumieć i wybaczyć, wbrew temu co o mnie mówią, jednak gdy mnie porządni wkurzysz, nie będę miał litości, nawet wobec ciebie, a wiesz doskonale, że w tym aspekcie nie żartuję&#8230; <br />&nbsp; &nbsp; Oj wiedziałem o tym i to aż za dobrze&#8230;]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 10 Czerwiec</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 10 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Nowe opowiadanie: 'Parszywa nagroda&#34; :)</title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=160#p160</link>
<guid isPermaLink="false">160@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[A teraz drogie Dzieci, wujek Marek opowie Wam bajkę. Ale nie taką zwykłą, którą już być może znacie. Ta, którą chcę się z Wami podzielić, została przeze mnie stworzona w wyobraźni&#8230; Czyli po rocznym rozbracie z prozą i zmaganiem się z brakiem poetyckiej weny wracam, mam nadzieję iż ze zdwojoną siłą, z nowym opowiadaniem, które tworzy integralną całość&#8230; Mały spojler dla ludzi o słabych nerwach: wyrazy wulgarne w tekście być muszą, gdyż taką ochotę ma autor&#8230; Poza tym toż to przecież fantastyka, co nie? ;)<br /><br /><br /><br />&#8222;Parszywa nagroda&#8221;<br /><br /><br /><br />&nbsp; &nbsp; Wracałem do zamku. Właściwie to koń sam mnie niósł, ja nie byłem w stanie nic zrobić. Jechałem ze spuszczoną głową, co chwilę drzemiąc z powodu wyczerpania&#8230; O wierzchowca nie musiałem się martwić. Znał drogę powrotną, przecież już kilka razy byliśmy razem na patrolu wkoło rozpadliny.<br />&nbsp; &nbsp; Przy jego boku uwiązane miałem demonie truchło. Normalny koń wariowałby gdyby tylko miał stać w odległości mniejszej niż sto kroków od takiego demonicznego trupa. Mój jednak, ze względu na blisko roczną współpracę z moją skromną osobą, przyzwyczaił się do wszelkiego rodzaju odorów z czeluści piekielnych. Powoli docierałem pod bramę. Ha! Wiedziałem jaki dwór wybrać! W tym mieście, stolicy zapadłego i zapomnianego przez wszelkich bogów księstwa Sygatia, dachy aż lśniły tonami miedzi zużytej do ich pokrycia. Choć w samym księstwie bieda aż piszczała, to jednak radośnie panujący tutejszy suweren ściągał podatki na potęgę od coraz biedniejszej i zrezygnowanej ludności.<br />&nbsp; &nbsp; Wracając jednak do mojej osoby, to bolało mnie właściwie całe ciało&#8230; Hmmm&#8230; Bolało to zbyt łagodne określenie&#8230; Ono mnie po prostu napieprzało w każdym zakamarku&#8230; Największym cierpieniem pulsowały jednak trzy rany zadane przez kły i ognisty oddech Balgatora*&#8230; Gdy tylko przekroczyłem bramę, zaraz pojawili się książęcy pachołkowie. Ściągnęli mnie z konia, odwiązali zdobycz i zaprowadzili przed oblicze tutejszego pana i władcy&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Sala do której mnie wprowadzono od czasu do czasu pełniła funkcję reprezentacyjną. Częściej jednak, tak jak i dziś, była wielką kuchnią, w której stoły aż uginały się od jadła&#8230; Przy jednym z takich suto zastawionych mebli, podstawionym niemal pod sam szczerozłoty tron siedziała przyczyna mojego obecnego stanu, zarówno tego fizycznego jak i psychicznego. Wielki Zleceniodawca. Dosłownie i w przenośni&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Wycierając tłuste paluchy w obrus, nie czekając na żadnego ze swych licznych służących, książe zagaił w moim kierunku:<br />- A więc jednak ci się udało. Hmmm&#8230; Czyli trzeba ci będzie jednak wypłacić tą nagrodę&#8230; Dobrze że i tak nie była wysoka&#8230; Przynieść tu mieszek, ale migiem!<br />Zanim skończył swoją przemowę połączoną z przemieszczeniem się na tron ja pozwoliłem sobie złożyć truchło u jego stóp, głowę umieszczając ślepiami w jego stronę&#8230; A co, niech spojrzy w oczy bestii, w której objęcia mnie wysłał!<br />Wtem pojawił się sługa, niosąc ze sobą moją obiecaną nagrodę. Podał ją księciu, ten jednak zawahał się i nie przekazał mi jej od razu&#8230;<br />- Czy mógłbyś mi przed otrzymaniem nagrody opowiedzieć jak dokonałeś tego chwalebnego czynu?<br />- Cóż Panie&#8230; Po prostu ubiłem bydle i tyle&#8230; Co tu opowiadać&#8230;<br />- A więc nie chcesz dzielić się swoimi technikami rozpraw z demonami&#8230; Trudno&#8230; A gdzież się podziało tych sześciu kmieci, których dostałeś do pomocy?<br />- Ach, jacy z nich byli artyści! Jeden spieprzał szybciej od drugiego! Dobrze, że zżarł ich Balgator, bo inaczej ja bym ich zatłukł&#8230;- cała ta rozmowa coraz mniej mi się podobała&#8230; Z księcia był także arogant i skąpiec, jednak miał mi zapłacić&#8230; Nie powinienem dzielić się z nim moimi osobistymi przemyśleniami, jednak za późno ugryzłem się w język&#8230; Bo prawdę mówiąc, chłopi udostępnieni mi przez panującego, nie dość iż byli skończonymi kretynami, bowiem przez nich prawie straciłem życie, to na dodatek byli tak wychudzeni, że gdyby usadzić ich wierzchem, zmieściliby się chyba na jednym rumaku&#8230; A tak chociaż pomogli mi w takim stopniu, iż pogrążając się w swoim kretynizmie zebrali się całą kupą pod drzewem i stali się pożywką dla żądnego krwi piekielnego stwora&#8230; Mnie zaś to ocaliło życie i dało czas niezbędny do ostatecznego rozwiązania kwestii demoniej&#8230; Uderzyłem mieczem prosto pod prawe błoniaste skrzydło stwora, czyli tam, gdzie według podań mędrców, miał być jego najsłabszy punkt&#8230; W sumie to pewnie pomogło mi i to, że oddalił się od rozpadliny, która dochodząc zapewne do piekła wzmacniała jego siły oraz to, iż nażarł się ludzkiego mięsa i nie wyczuł moich intencji&#8230; Zanim kurwisyn zdechł, zdążył mi przylać szponiastą łapą przez plecy, dzięki czemu do kolekcji obrażeń zafundowanych mi przez tego pupila Lucyfera dołączyła piękna i głęboka szrama, pulsująca paskudnym bólem&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Porzuciłem jednak wspomnienia, bowiem z rozmyślań wyrwał mnie głos księcia-aroganta.<br />- Oto twoja nagroda&#8230; A więc można by cię nazwać egzorcystą&#8230; Zabijasz demony, przez co uwalniasz ludzi od ich zgubnego wpływu&#8230;<br />- Raczej to określenie do mnie nie pasuje. To przede wszystkim moje powołanie i praca za które próbuję przeży&#8230;<br />- Nie przerywaj mi przybłędo! Ale jeśli mówisz, iż robisz to wszystko dla pieniędzy, w takim razie jesteś skurwysynem zabijającym dla pieniędzy i zabawy!<br />&nbsp; &nbsp; No kurwa tego to już było za dużo! Zwykle poznawałem się na ludziach i wiedziałem jakich zleceń nie przyjmować, tym razem jednak decyzję podjął za mnie przyrastający powoli do kręgosłupa żołądek&#8230; A mogłem nie zabijać tego demona na złość temu Świniakowi! Zdechł bym wtedy sam z głodu, jednak pożegnałbym się z tym światem honorowo&#8230; Chociaż w sumie i na to nie było za późno&#8230; Rzuciłem w stronę tronu trzymaną od jakiegoś czasu sakiewkę&#8230; Trzydzieści srebrnych monet wysypało się z mieszka i z brzdękiem potoczyły się pod nogi tłuściocha. Głośno zaś powiedziałem:<br />- Pierdol się, Mości Książe! <br />Zaraz potem odwróciłem się na pięcie i powoli, mimo przeżywanych cierpień, wyczłapałem się z zamku. Nikt mnie nie zatrzymywał, bowiem nikt tu nie robił nic bez rozkazu swego pana. Ten zaś otworzył usta i naśladował wyciągniętą na brzeg rybę, nie mogąc wydusić żadnego słowa z tłustej gardzieli&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Ominął mnie zatem widok jego czerwonej ze złości twarzy. Dosiadłem za to ponownie mojego wierzchowca i spokojnie wyjechałem poza mury, nie wybierając jakiegoś konkretnego kierunku, jadąc po prostu przed siebie&#8230; Nie oglądałem się za siebie, zadowolony z moralnego choćby zwycięstwa nad tym przebrzydłym wieprzem. Nie mogłem więc dostrzec wyruszającej za mną pogoni Mości Knura&#8230; Pogrążyłem się w zadumie nad swoim szlachetnym uczynkiem&#8230; W końcu jednak usłyszałem za sobą końskie rżenie. Było już jednak za późno. Choć było południe, ja ujrzałem zachodzące czerwienią słońce&#8230; <br /><br /><br /><br />*Balgator- to potężny demon siejący zniszczenie wszędzie tam gdzie się pojawi, najczęściej jednak trzyma się blisko piekielnych rozpadlin, czyli tam, gdzie jego siła i moc są największe. Jego przysmakiem jest wszelkiego rodzaju mięso, zwłaszcza ludzkie.]]></description>
<pubDate>Niedziela 9 Czerwiec</pubDate>
<comments>Niedziela 9 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=156#p156</link>
<guid isPermaLink="false">156@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, z tym zastrzeżeniem, iż uważam,że z każdym nowym opowiadaniem pana Jacka należy się zapoznać :)]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 WrzesieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 WrzesieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=155#p155</link>
<guid isPermaLink="false">155@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[tego zbioru nie czytałam, ale skoro są to w większości opowiadania ze &quot;świata&quot;raczej nie zamierzam się z tym zapoznać, co nie zmienia faktu, że są one jednymi z moich ulubionych<br />mnie to nie tyle zabolało, co po prostu wkurzyło, odgrzewanie starych opowiadań, wymieszanie ich z kilkoma nowymi i ubranie w ładną okładkę jest jak dla mnie po prostu sposobem na łatwe i szybkie zarobienie pieniędzy, co w przypadku pisarza o takiej randze jak Piekara jest po prostu smutne i żałosne]]></description>
<pubDate>Niedziela 9 WrzesieĹ</pubDate>
<comments>Niedziela 9 WrzesieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Moje opowiadanie p.t. &#34;Rewolucja Niebieska&#34;</title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=153#p153</link>
<guid isPermaLink="false">153@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[poprosze o namiary na profil ;)]]></description>
<pubDate>Âroda 20 Czerwiec</pubDate>
<comments>Âroda 20 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Moje opowiadanie p.t. &#34;Rewolucja Niebieska&#34;</title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=151#p151</link>
<guid isPermaLink="false">151@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[No cóż... &quot;Kłamcy&quot; nie czytałem ( a przynajmniej nie przypominam sobie :P )... A skojarzenia z Mordimerem... tak jakoś wyszło...<br />Po wrzuceniu na Facebookowy profil (może i celem małej reklamy forum, hehehe...) tekst spotkał się z ciepłym przyjęciem :P]]></description>
<pubDate>Wtorek 19 Czerwiec</pubDate>
<comments>Wtorek 19 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Moje opowiadanie p.t. &#34;Rewolucja Niebieska&#34;</title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=150#p150</link>
<guid isPermaLink="false">150@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Hmmm ciekawie :) chętnie przeczytam dalszą część<br />Co prawda zalatuje mi to troszkę Kłamcą&nbsp; Jakuba Ćwieka z lekką nutką Mordimera&nbsp; co do kreacji zmysłów &quot;Czarnego&quot; i doborów sów narracji.<br />Jak by co chętnie służę pomocą przy kolejnych częściach]]></description>
<pubDate>Wtorek 19 Czerwiec</pubDate>
<comments>Wtorek 19 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Moje opowiadanie p.t. &#34;Rewolucja Niebieska&#34;</title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=149#p149</link>
<guid isPermaLink="false">149@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Na wstępie chcę zaznaczyć, iż tekst jest jedynie fikcją literacką i nie ma na celu obrażania uczuć religijnych czy moralnych czytelników... Jeśli się spodoba, powstaną jego kolejne partie... Za sugestie i opinie z góry dziękuję :)<br /><br /><br />Siedziałem w karczmie &#8222;Na rozstaju&#8221; już czwarty dzień z kolei. Chuj wie po co i w jakim celu&#8230; Te szczyny, które tutaj podają nie zasługują nawet na to, aby określać je w bardziej szlachetny sposób&#8230; Wstałem dobre parę godzin temu i sączyłem któryś tam z kolei kufel tych sików&#8230; Ach, ile bym dał, żeby wrócić do stolicy! Nawet teraz, w tym momencie! Ale nie! Doprawdy, nie mam pojęcia jaka siła trzyma mnie w tej spelunie, ale czuję, że zdarzy się coś ciekawego&#8230; Taaaaaaa&#8230; Niby prawie nigdy moje przeczucie się nie myliło, ale bałem się, iż to &#8222;prawie&#8221; następuje właśnie teraz&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Choć nie jestem skowronkiem i wstaję dość późno, to ilość gości w karczmie co najmniej mnie zaciekawiła&#8230; Siedzę tu już jakiś czas, zbliża się późne popołudnie, ba! zaryzykowałbym stwierdzenie o bardzo wczesnym wieczorze, gdyby nie to, że mamy teraz środek lata&#8230; Jak dla mnie nie ma wtedy wyraźnej granicy&nbsp; między obiema porami dnia&#8230; Jednak z mojej bytności tutaj zauważyłem, że zwykle o tej porze gości było już kilku&#8230; Może szanowny właściciel nie raczył wystawić swojego źródła zarobku przy jakimś ruchliwym trakcie ( np. przy drodze do granicy z Udzielnym Księstwem Locu&#8230; Oj, obłowił by się tam na obsłudze samej armii, która zmierzała na wschód już nie w setkach czy tysiącach, ale liczba wysyłanych tam na wojnę rekrutów liczona była już ponoć w dziesiątkach tysięcy&#8230;), jednak chłopstwo z okolicznych wiosek i osad korzystało dość chętnie z usług prowadzonych przez jego przybytek&#8230; A dziś pustki&#8230; Czyżby jednak coś się szykowało&#8230;?<br />&nbsp; &nbsp; Na podstawie prowadzonych obserwacji potrafiłem odróżnić miejscowego od jakiegoś kupca, czy innego trefnisia&#8230; Jednak mężczyzna, który właśnie przekroczył próg od razu przykuł moją uwagę&#8230; Nigdy nie bawiły mnie i nie wabiły męskie wdzięki (oczywistą oczywistością jest, iż wolę powabne niewiasty, tylko one nie zawsze chcą mnie&#8230;), jednak nieznajomy epatował jakąś charyzmą albo chuj wie czym jeszcze, bo przez kilka pierwszych chwil po wejściu skupił moją uwagę na swojej osobie&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Ocknąłem się z tego dopiero po dłuższej chwili, ze zgrozą zauważając, iż podobne wrażenie wywarł tylko na mnie&#8230; Rzadko miewam podobne odczucia&#8230; Pomimo licznych wolnych miejsc, nieznajomy skierował swoje kroki do mojego stolika&#8230; A że usadowiłem swoje jestectwo w dość odległym od drzwi miejscu, tak więc mogłem go sobie obejrzeć od stóp do głów, pomimo mieszaniny strachu (czemu kieruje się do mnie, czyżby Służby Archanielskie znalazły mnie aż tutaj?!), zainteresowania (ach te buty&#8230; pewnie mają mocną podeszwę, która nie przemaka na deszczu i nie odpada od reszty przy każdej możliwej i niemożliwej sposobności&#8230;) oraz podziwu (kto do cholery chodzi tak sztywno, jak na szczudłach? Choć to dodaje mu trochę powagi i dostojności, co muszę odnotować i zapamiętać&#8230;). <br />&nbsp; &nbsp; - Czy mogę?<br />&nbsp; &nbsp; Jego głos, miękki i ciepły ( O nie, nigdy z mężczyzną, nigdy! Fuj! ) wyrwał mnie z zamyślenia nad jego sylwetką i wyglądem&#8230; Nie miał ze sobą żadnej broni, co odnotowałem z nieskrywaną satysfakcją&#8230; Bo ja oczywiście jak ten skończony idiota, swoją zostawiłem w tej klitce, która służyła mi chwilowo za moje lokum&#8230; No bo co może mi zrobić banda podpitych wieśniaków? Szkoda byłoby im nawet podrzynać te gardła, albo tępić sobie na nich miecz&#8230; Mruknąłem pod nosem coś, co miało być swego rodzaju odmową ( no bo jak inaczej traktować: &#8222;Kurwa, tyle wolnych miejsc, a ty psi synu musisz tutaj?&#8221;, a wyszło coś w rodzaju: &#8222; Kurtyl wolnych si sy tu? ), jednak on niezrażony najwidoczniej moim powitaniem, zajął miejsce obok. Dopiero wtedy zrzucił z głowy kaptur ( jakim cudem nie zwróciłem na ten kaptur uwagi wcześniej?) i wtedy część moich wątpliwości została rozwiana&#8230; <br />&nbsp; &nbsp; To jestem skończony&#8230; Gabriel&#8230; Prawa ręka Wszechmocnego&#8230; Dowódca Służby Archanielskiej&#8230; No cóż, nie będę krył, że świadomość wysłania dowódcy tej instytucji połechtała moją próżność, ale w tej sytuacji marne to pocieszenie&#8230; Czyli mają wtyki wszędzie, nawet w alternatywnych światach&#8230; <br />&nbsp; &nbsp; - Witaj Czarny! Dawnośmy się nie widzieli, prawda?<br />A spierdalaj nadufany bałwanie&#8230; Co ja, piłem z tobą gorzałę, że możesz zwracać się do mnie mianem zarezerwowanym dla najbliższych przyjaciół ( których grono jest niepokojąco małe z tendencją do coraz szybszego kurczenia się&#8230;)? No, ale w tej sytuacji postanowiłem przełknąć tę gorzką pigułkę, gdyż nie pozostało mi nic innego&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; -Myślałem, że tak już zostanie, ale widać troszku się przeliczyłem&#8230; Napijesz się czegoś? Ja stawiam! &#8211;chyba go tym nie przekabacę na swoją stronę, ale zawsze warto próbować&#8230; Dopóki walczę, moje jest na górze jak to mawiali Czcigodni&#8230; A ich myśli i sentencje zawsze traktowałem serio, pomimo wyśmiewania się z innych absurdów Niebieskiej Mej Ojczyzny&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; - A wiesz, że bardzo chętnie? &#8211; szok, w tym momencie przeżyłem szok.- Bardzo to miłe z twojej strony&#8230; Swoją drogą jestem spragniony po tej długiej podróży.- tak, jasne&#8230; Po drodze mogłeś sobie sprawić nawet z szamba przedniej jakości ambrozję, a ty chcesz tu kurtuazyjnie chyba ze mną pić te siki&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; -A więc już zamawiam&#8230; Mają tutaj wspaniałe trunki, aż sam nie wiem co ci zaproponować! <br />&nbsp; &nbsp; -Może być to samo, co właśnie sobie sączysz leniwie&#8230;- a więc nie poznał się na mojej ironii i sarkazmie&#8230; No cóż, bywa&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Zamówiłem tym razem dzban tego czegoś, na co szynkarz z radosnym uśmiechem wypalił mi prosto w twarz, iż w zamian za docenienie tego napoju, w ramach uprzejości i wdzięczności wyposaży mnie w dwa bukłaki tegóż na czas podróży&#8230; Jak dla mnie robił to tylko dlatego, że z jednej strony pozbywał się dużej ilości tego gówna (tylko dlaczego moim kosztem?), a z drugiej zyskiwał reklamę (skoro zapijałem się tym czymś tak długo, a teraz jeszcze częstuje tym swojego kompana, to musi być niemal nektar jakiś&#8230;). <br />&nbsp; &nbsp; Wróciłem do stolika i już miałem kłapnąć jakąś złośliwość, gdy Gabriel nie patrząc na mnie rzekł:<br />&nbsp; &nbsp; -Nie mam zamiaru cię więzić Archaniele Śmierci&#8230; Razem z innymi zdecydowaliśmy, iż w wystarczający sposób odpokutowałeś za swoje błędy z przeszłości.- Jacy inni? Ale widzę przynajmniej, że ciotunia Śmierć poradziła sobie ze swoim zadaniem pomimo mojej, hmmm&#8230; wymuszonej okolicznościami absencji na stanowisku pracy&#8230;- Mam dla ciebie w zamian dość interesującą propozycję&#8230; Możesz sobie zapewnić powrót w nasze archanielskie szeregi&#8230; Wystarczy, że wspomożesz nas w pewnej kwestii&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; Szykowało się coś grubego&#8230; Gabriel szukający sojuszników nawet u takich renegatów i pomyleńców jak ja? Nie tylko dlatego cuchnęło mi to czymś szalonym i groźnym&#8230; Z jakiej paki miałem bowiem wrócić tam na Górę? Po tym jak wydano na mnie wyrok banicji z datą do końca światów i jeden dzień dłużej, podpisany przez samego Wszechmogącego? Przecież po takim prezencie nie ma powrotu nawet dla Czcigodnych, a co dopiero dla takiego obdartusa jak ja&#8230; Poza tym jest mi tu bardzo dobrze&#8230; Może nie wszystko jest wtedy, gdy tego potrzebuję, ale przynajmniej nikt nie wpierdala mi się&nbsp; do tego jak żyję i się prowadzę&#8230; Ale, że on szuka sprzymierzeńców nawet w mojej osobie&#8230; Oj Gabrielu&#8230; Chyba że&#8230; O kurwa&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; -Co wy, skrzydlaci tam szykujecie?<br />&nbsp; &nbsp; -Czarny, tam na Górze robi się pomalutku wielki burdel&#8230; Powiem ci, o co konkretnie chodzi, jak już cię znalazłem&#8230; Choć nie było łatwo, przyznaję&#8230; Otóż Najwyższy nie obejmuje już niestety wszystkiego&#8230; Wiele rzeczy wymyka mu się z rąk&#8230; W wąskim gronie podjęliśmy decyzje, trudną co prawda, ale konieczną, o wymianie na Niebieskim Tronie&#8230;<br />&nbsp; &nbsp; - O kurwa&#8230; Taka rewolucja! Zaraz&#8230; I pewnie Ty będziesz chciał zająć&nbsp; Jego miejsce!!!<br /><br />C.D.N.]]></description>
<pubDate>Wtorek 19 Czerwiec</pubDate>
<comments>Wtorek 19 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Metro 2033</title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=147#p147</link>
<guid isPermaLink="false">147@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Czy ktoś z was wziął się za tą lekturę, ja jestem w trakcie i powiem tyle że jestem nią zachwycony ^_^]]></description>
<pubDate>Wtorek 19 Czerwiec</pubDate>
<comments>Wtorek 19 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=146#p146</link>
<guid isPermaLink="false">146@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Jakby to powiedzieć... Żyję na forum ponownie :) <br /><br />Tak więc do rzeczy... Ostatnio wpadł mi w rączki tomik opowiadań sygnowany nazwiskiem naszego Mistrza Jacka... Myślę sobie, pewnie jakieś nowości mnie tu czekają... A tu wielki psikus (tylko nie wiadomo,czy ze strony wydawnictwa,czy samego mistrza...). Otóż niestety w tomie większość tekstów,to że się tak wyrażę,przedruki z książki &quot;Świat jest pełen chętnych suk&quot;... Mnie osobiście to trochę zabolało, tekstów nowych jest tam b.mało... a resztę przecież już znam... A co Wy sądzicie na ten temat? <br /><br /><a href="http://podgk.pl/kontuar/moj-przyjaciel-kaligula-recenzja/" target="_blank" rel="nofollow">http://podgk.pl/kontuar/moj-przyjaciel- &hellip; -recenzja/</a>&nbsp; (akurat ten tekst nie jest mój :) )<br /><br /><br />Pozdrawiam!]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 18 Czerwiec</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 18 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Polska literatura fantastyczna</title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=145#p145</link>
<guid isPermaLink="false">145@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Widzę, ze nie tylko Mordimer nas łączy, ale również Sapkowski i Pilipiuk i bardzo mnie to cieszy.<br />A od siebie dodam jeszcze Olgę Gromyko &quot;Zawód wiedzma&quot; Polecam.&nbsp; Klimacik zasadniczo podobny do Mordimera, tyle, ze tam nie pali się na stosie czarownic hehehe. No i główna bohaterka jest to wiedzma Redna. Książka nasycona humorem]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 26 Marzec</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 26 Marzec</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=143#p143</link>
<guid isPermaLink="false">143@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[w sumie w biczu bożym historia jest kontynuowana, jako że bohatera tajnych technik z wewnętrznego kręgu chce uczyć zbiegły inkwizytor który wspomina o swoim starym przyjacielu Nersesie, którym jest Lowefell z płomień i krzyż.<br />Czyli w ostatniej książce jest nawiązanie do początku. W sumie Sachor Sefer raczej nie jest bogiem gdyż posiadali ją wiedzmy i potężni czarownicy tak jak Nerses karmiący się cierpieniem.<br />Tak czy inaczej moim zdaniem anioł Madderdina to potężny demon pilnujący księgi stworzonej ze skóry dzieci na polecenie pana piekieł.<br />Jak dla mnie mimo swojego uporu Madderdinowi już kilka razy udowodniono arogancje i krótkowzroczność. Jak dla mnie jest on nadal manipulowany i sam się na to zgadza w imię wiary, która jak dla mnie nie jest wiarą w boga w tym przypadku tylko w potęgę istoty zawartej w nim (ksiegi).]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 5 SierpieĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 5 SierpieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Ja inkwizytor</title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=141#p141</link>
<guid isPermaLink="false">141@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[miałam ją dostać od &quot;mikołaja&quot;, ale po tym jak moja mama wypytywała w księgarni o cytuję &quot; fantastyczną książkę o złym dotyku&quot; postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i ją nabyć, jednak niestety nie miałam do tej pory czasu, żeby się za nią zabrać]]></description>
<pubDate>Sobota 18 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 18 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.madderdin.pun.pl/viewtopic.php?pid=140#p140</link>
<guid isPermaLink="false">140@http://www.madderdin.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[że tak&nbsp; po krótce&nbsp; spytam&nbsp; a ty kogo byś widział w roli Mordimera ?]]></description>
<pubDate>Sobota 18 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Sobota 18 GrudzieĹ</comments>
</item>
</channel>
</rss>
